Isaac Bashevis Singer-Certyfikat

Przeczytałam wszystkie z dostępnych na rynku, kryminały pióra Marka Krajewskiego i niestety z żalem stwierdzam, że każdy to majstersztyk i nie ma sobie równych. Zz niecierpliwością czekam na kolejne i ubolewam wielce, że czekać będę długo poniewaz nie zapowiada sie by Krajewski tworzył lub pracował nad nowym dziełem. A szkoda. Ah jaka szkoda :) Panie Krajewski jak mnie pan czytasz to bądź Pan łaskaw sie zastanowic nad nowym tworem jako że wszystkie obecne są wielce wybitne i mistrzowskie :)

Nie mniej jednak aby zając myśli próbuje aktualnie przebrnąc przez pierwsze rozdziały Certyfikatu autorstwa Singera ale ku mojej rozpaczy wszystko kojarzy mi sie  z Popielskim i Mockiem ( główni bohaterowie kryminałów Krajewskiego ).
W kazdym wątku doszukuję sie podobieństw i czekam na typowy dla Krajewskiego rozwój zdarzeń lecz bez skutku :( o losie!!!


Certyfikat bowiem to opowiesc po częsci  o dojrzewaniu czego w ksiązkach Krajewskiego i jego opowieściach o komisarzach zdecydowanie czytelnik nie znajdzie. Warto jednak zauważyc i zwrócic uwagę jak ważna w Certyfikacie jest genialna kreacja głównego bohatera, którym w tym przypadku jest młody czlowiekiem i  którego to duszę szarpią jednocześnie bunt i rezygnacja, nieśmiałość i zainteresowanie kobietami. Wszystko to układa się w szczególny splot myśli i uczuć, a kwintesencją powieści jest pytanie o sens egzystencji czlowieka i świata. Krajewski z kolei nie skupiał się na Spinozie i jego filozofii jak to robi Singer lecz na pragmatycznych problemach życia codziennego dwóch jakże uroczych gentelmenów w średnim wieku którzy będąc komisarzami policji kryminalnej zmagali sie z zagadkami swiatka przestępczego.

Jest to bardzo różna opowiesc od kryminałów Krajewskiego-spokojna, bez wartkiej akcji i sybarytyzmu ale ma coś co lubie; rozgrywa się w scenerii lat 30tych ubiegłego stulecia.






[*] Babcia...

Dzisiaj czyli 28 lipca niespodziewanie i nieoczekiwanie umarła moja jedyna jaką znałam i nieodżałowana Babcia...Mama mojej Mamy. Mamy mojego Taty nie miałam okazji poznać ponieważ zmarła jak mój Tato miał lat 19. 

Jest to dla mnie wyjątkowo bolesna strata ponieważ Babcia mieszkała z nami odkąd sięgam pamięcią. Była domownikiem w moim życiu i w życiu moich rodziców od zawsze. Mieszkała z nami na stałe od 10 lat a pomieszkiwała ( z przerwami na kilkudniowe odpoczynki i podelwanie kwiatków w swoim mieszkaniu od lat 30 ) odkąd się urodziłam. Wszystkie moje dziecięce wakacje spędzałyśmy z Mamą i Tatą razem z Babcią. Po śmierci Taty starała się wypełnić pustkę jaka wtedy w domu zagościła.  Teraz jest po prostu cisza która przeraża i której wypełnić się nie da...Cisza pustka i rozpacz....

Wielu z moich bliskich miało okazję ją poznać ale nie wiele rozumie, ze dla mnie jest to sytuacja z której nie mogę się otrząsnąć...i nie otrząsnę się długo ponieważ Babcia była dla mnie jak Rodzic zawsze obecna w domu rodzinnym. Nie była "weekendową" Babcią tylko Babcią która czynnie uczestniczyła w moim wychowaniu ale też i w życiu codziennym i osobistym oraz z którą widywałam się tak samo często jak widywałam się z Mamą...
Ostatnio przewertowałam posty i Babcia podobnie zresztą jak moja Mama,  wielokrotnie jest przeze mnie wspominana w najróżniejszych wątkach w blogu co potwierdza fakt, że była mi bardzo bliska i wyjątkowa relacja mnie z nią łączyła.

Wszystkich czytelników proszę o cierpliwość ponieważ potrzebuję czasu na ukojenie myśli i serca aby wrócić do regularnego pisania....

Wszystkim tym, którzy mnie dzielnie wspierają pragnę z tego miejsca bardzo gorąco i serdecznie podziękować.




domowa biblioteka

Marzy mi się ach jak mi się marzy :) :) :) Biblioteczka mi się marzy.  Chwilowo jest to marzenie niestety nie w zasięgu ręki jednak z czasem mam płonną nadzieję, że uda mi się je ziścić. A dzisiaj ratuję się pięknymi aranżacjami i zdjęciami szczęśliwych posiadaczy takowej biblioteczki bo jest to iście królewskie pomieszczenie w domu :)





kwiaty polne i tatar z łososia

Takie oto piekne polne kwiatuchy udało mi sie dzisiaj zebrac podczac godzinnego spaceru z psami na polach w Magdalence :)



A po powrocie do domu nabrałam dziwnej ochoty na łososia ale poniewaz pora byla juz pozna to aby sie nie opychać na noc tlusto i zamiast smażyć dzwonek jak to zawsze w masełku czosnkowym postanowilam zrobić tatara :) 

Skladniki:
-łosos wędzony - ilosc uzalezniona jest poziomem glodu :) ja zużyłam całe małe opakowanie i na średni głód jest to porcja w sam raz 
-pół dużej cebulki lub mniejsza mała jak kto woli
-koperek ( raczej szczodrze )
-sól i pieprz do smaku
-1 cytryna







Przygotowanie:

Łososia kroimi w najdrobniejsza kosteczkę jaką się nam uda. Podobnie cebulkę i koperek. Wszystko razem mieszamy bardzo dokładnie. Wciskamy całą cytrynę i formujemy zgodnie z upodobaniem-mnie najbardziej podobają się babeczki. Przystrajamy koperkiem i gotowe :)

Ja mój tatar podałam z podpieczoną w piekarniku bagietką oraz w towarzystwie pomidorków w oliwie z oliwek z bazylią. Można także podawać z marynowanymi grzybkami, orzechami i serami np. pleśniowym, camembert czy parmezanem w plastrach.

Kolacja była sycąca, zdrowa, smaczna i zajęła tylko10 min!!! Do tego kieliszek zimnego białego wytrawnego winka i niebo w gębie gwarantowane :)


Marek Krajewski czyli kryminałów ciąg dalszy: "Koniec Świata" oraz trzepanie kilima :)

Nie mogę sie oderwać i nie wiem jak Mamie mam dziękować ze przekonała mnie abym sięgneła i spróbowała innych niż moje ulubione biograficzne czy dokumentalne książki i tak własnie trafilam na zbiór wybitnych kryminałów autorstwa Marka Krajewskiego.

Marek Krajewski jest bowiem najglosniejszym dzisiaj polskim autorem kryminałów i faktycznie jego dzieła są bombowe :)

W mgieniu oka przeczytalam Dzumę w Breslau o której pisałam kilka postów nazat a teraz z zapartych tchem czytam "Koniec świata w Breslau".

Zainteresowanym polecam stronkę: http://www.marekkrajewski.pl/koniec_swiata_w_breslau.html





Dzisiejszy dżdzysty i mokry poranek nie zachęca do wychodzenia z domu a poniewaz od początku lipca nie uczęszczam już kazdego ranka do "fabryki" to oddam się błogiej chwili relaksu przy aromatycznej kawie zbożowej i własnie Markowi Krajewskiemu :)

Wczoraj z P. postanowilismy zebrać sie wreszcie i wytrzepać kilim który wisi u nas w domu na ścianie od roku i ktory to od roku jest bezprzerwy i namiętnie zżerany przez mole. Jednym slowem zabieg byl konieczny. Kilim odkurzony i "odmolony" czeka żeby go znowu powiesić bo juz wczoraj weny do tego zabrakło :)

Przy okazji naszego kilima postanowilam popatrzec sobie w internecie na inne okazy do ewentualnego wzbogacenia naszej kolekcji ( raptem dwóch sztuk ) i znalazlam te oto piekne i niepowtarzalne cudeńka: