niedzielne "progressive dinner" z sąsiadami i Państwem F.

Lubię to :) Po prostu lubię gotować i gościć znajomych :) Toteż w ramach rewanżu za pyszne krewetki z przed miesiąca którymi nas uraczyli nasi ulubieni sąsiedzi postanowiłam jutro przygotować spaghetti, sałatkę z rucoli i pomidorków cherry z bagietką jako przystawkę oraz ciasto ale jeszcze nie wiem jakie :) może cytrynowe jakieś. Zaprosiłam też Państwa Falcon więc będzie nas szóstka. Cieszę się na jutrzejszą kolację.






Przed kolacją jednak czeka mnie wizyta u Babci w szpitalu i zakupki na wieczór. Stan Babci niestety nie jest najlepszy :( pogarsza sie z dnia na dzień i nie widać szansy aby było lepiej. Trudne chwile i decyzje przed nami. Starość się Panu Bogu zdecydowanie nie udała :(


tik tak tik tak :)

Już dosłownie kilka dni dzieli mnie od błogiego stanu "bezrobocia" i dłuższych wakacji :)
Jestem i podekscytowana i zdezorientowana. Nie wiem jak odnajdę się przez te kilka tygodni bez pracy i codziennego rytmu rannego wstawania i wracania popołudniami. Ale wiem, ze świat stoi przede mną otworem, wiem, że do odważnych świat należy i wiem, że mam przy sobie bliskich, którzy wesprą mnie należycie :)  niezależnie od sytuacji, miejsca i okoliczności.


Dzisiaj jednak rozkoszować się będę przepysznym sushi i winem śliwkowym :)


porzeczki

Wreszcie są :) Dojrzałe, czerwoniutkie i słodkie!!! Cały rok czekałam, żeby wreszcie móc zjeść miseczkę i dzisiaj mi się udało. Prosto z krzaczka do miseczki. Pyycha!!! Ubolewam bardzo, że w Magdalence ostały się jedynie dwa z chyba 10 krzaczków czerwonych porzeczek jakie były przed laty. Podobnie jak przeboleć nie mogę wyciętej schorowanej czereśni która zeżarły szpaki i jakieś szkodniki. Ale żeby nie było że marudzę to dziękuję Ci Rodzicielko oraz Matko Naturo za to co jest w naszym ogrodzie :)




A w przyszłym tygodniu może już będą wiśnie :) Na razie są jeszcze troche blade i nie dojrzale ale nie wiele im trzeba zeby mozna je bylo szamać. Na moje "fachowe" oko góra tydzień ale biorąc poprawkę na "fachowość" tego mojego oka trzeba liczyć +- tydzień albo dwa :)


Dzień Taty

Ponieważ dzisiaj jest Dzień Ojca jak co roku wybrałam się na cmentarz do Taty i zapaliłam dwa nowe świeże znicze i dołożyłam kwiatków do obecnych w wazonie przyniesionych przez moją Mamę wczoraj czerwonych goździków
.
Całość rzecz jasna wyszła jak zawsze bardzo elegancko :)

Parę dni temu zebrało nam sie z mamą na wspominki o Tacie bo za dwa dni jest kolejna, już szósta rocznica Jego odejścia. Wzruszyła mnie mamy opowieść jak Tata dowiedziawszy sie ze ma nowotwór rozpłakał sie ale co mnie tak właśnie poruszyło to fakt, ze szlochał nie z żalu nad swoich losem ale rozpaczał że zostawia mamę z bałaganem nie pozałatwianych spraw samą.

Zryczałyśmy sie obie.


Tata faktycznie był wyjątkowy i nie ma mu równych. Wielokrotnie czytam o ludziach krótych już nie ma z nami, że byli wyjątkowi ale mój Tata był bardziej niż wyjątkowy. Był poprostu inny niż wszyscy i kochał mnie i Mamę miłością obłędną. On nas po prostu ubóstwiał i byłyśmy Jego całym światem i czułyśmy to na każdym kroku, w każdej sytuacji, niezależnie od pory dnia i roku czy też Jego lepszego lub gorszego humoru. Zawsze byłyśmy jego oczkiem w głowie.

Bardzo mi go brakuje toteż ratuję sie cudownymi zdjęciami i chwilami na samotnych spacerach gdzie moge sie wyryczeć w powietrze i poprzypominać sobie świetne i niezastąpione dzieciństwo jakie mi Rodzice ofiarowali. Bardzo Ci Mamo i Tato za to dziękuję bo wiem, że nie wszyscy mieli takie szczęście być tak kochanym i życ w tak kochającym się domu jak nasz.


cud, miód i ultra "malina"

Dzięki Włodkowi, którego spotkaliśmy pod osiedlowym sklepem naszło mnie na truskawki. Ale jak! Zeszliśmy z P.  wszystkie okoliczne sklepy bo w naszym ulubionym już truskawek nie było- w ramach wieczornego spacerku ma się rozumieć  i nic. Nigdzie tych nieszczęsnych truskawek nie było :(

Ze smętną miną kupiłam w drodze powrotnej w Marcpolu 3 gruszki licząc ze zaspokoję swoją nie pohamowaną chęć zeżarcia jakiegoś owoca aż tu nagle w drugim sklepiku pod samym naszym domem, tym z którego korzystamy w ramach wyjątkowo nagłej potrzeby i raz na ruski rok,   wypatrzyłam koszyczek malin :)

Zatem ku mojej radości i szczęściu wrąbałam właśnie pół tego owego koszyczka i jest mi bardziej niż błogo.  Pierwsze malinki, którymi w tym roku się zajadałam. :) nie ma co-rychło w czas :) ale lepiej późno niż wcale. Były tak słodkie, że nawet nie trzeba było ich dosładzać.