Dzień Wszystkich Świętych w tym roku będzie najsmutniejszym Dniem Zmarłych jakie do tej pory obchodziliśmy.
Czas wcale ran nie leczy jedynie przyzwyczaja do nieboecności bliskich bo ból i smutek towarzyszą mi od samego złego początku.
Tato, Dziadku i Babciu dla Was światełka.
Mój blog to subiektywna relacja prozatorska o dziennych zmaganiach, wartych przeczytania książkach, ale także: przewodnik turystyczny po Bliskim Wschodzie i nie tylko bo takze savoir vivre w pigułce dla każdego ponieważ słomy z butów wystającej nie cierpię, zbiór moich własnych przepisów na coś z niczego i tych bardziej wyszukanych. Innymi słowy: osobisty miszmasz, pachnący Chanel i Diorem, ubrany w szpilki z Harrodsa i w kolorze blond :) Do czytania którego serdecznie wszystkich zapraszam
jesiennie
Tegoroczna jesień przyniosła ze sobą wiele zmian. Nowa praca, sprzedaż samochodu i wiadomość o chorym lewym oku :(
Przy okazji rutynowych badań medycyny pracy pani okulistka stwierdziła, że mam bardzo duże ciśnienie w lewym oku co świadczy prawie na pewno o poczatkach jaskry. Przepisała kropelki do stosowania 4 razy w miesiącu w celu zmniejszenia ciśnienia i zahamowania ewentualneego zamknięcia sie czegoś tam :)
Zaordynowała kupienie dużych oprawek i szkieł korekcyjnych oraz obowiązkowe kontrole okulistyczne co trzy miesiące- jakbym miała mało innych kontroli...
Nie szczególnie jestem zachwycona ww biegiem rzeczy ale zdrowia sobie nie wybralam i mam jakie mam toteż nie pozostaje mi chyba nic innego jak jedynie się pogodzić z faktem o wlasnie takim stanie mojego wzroku.
Przy okazji rutynowych badań medycyny pracy pani okulistka stwierdziła, że mam bardzo duże ciśnienie w lewym oku co świadczy prawie na pewno o poczatkach jaskry. Przepisała kropelki do stosowania 4 razy w miesiącu w celu zmniejszenia ciśnienia i zahamowania ewentualneego zamknięcia sie czegoś tam :)
Zaordynowała kupienie dużych oprawek i szkieł korekcyjnych oraz obowiązkowe kontrole okulistyczne co trzy miesiące- jakbym miała mało innych kontroli...
Nie szczególnie jestem zachwycona ww biegiem rzeczy ale zdrowia sobie nie wybralam i mam jakie mam toteż nie pozostaje mi chyba nic innego jak jedynie się pogodzić z faktem o wlasnie takim stanie mojego wzroku.
Maria Duenas "Krawcowa z Madrytu"
Po raz kolejny zmuszona jestem dozować sobie przyjemność z czytania kolejnej fascynującej książki jaka wpadła w moje ręce.
Czytam kilka kartek dziennie bo boje się, że za szybko skończę a ponieważ wyjątkowo zżyłam się z bohaterami to odczuwam niepokój i smutek, że niebawem cały ten blichtr i euforia jakiej doświadczam czytając książke poprostu znikną :(
I mimo, że wiem, że jak zatęsknię to w każdej chwili będę mogła do Siry ( główna bohaterka ) wrócić i poprzeżywać to wszystko od nowa to jednak wiem, że nie będzie to juz to same podniecienie i ciekawość jaka mam w sobie teraz :)
Piękna kobieca książka. Życiowa i ku pokrzepieniu serc. Jak znalazł dla kobiet po przejsciach i poturbowanych inaczej chociaż miłośniczki historii Hiszpani też powinny być usatysfakcjonowane. Ja co prawda uważam, że jest to typowa literatura kobieca i amatorki większych wrażeń może ta opowieść nie przypaśc do gustu bo jest co tu dużo mówić momentami ckliwa. Ale baaaaaaardzo poruszająca i tym właśnie mnie ujęła :)
Po krótce:
Młoda utalentowana krawcowa Sira wyjeżdża z Madrytu w przededniu wojny domowej. Wraz z kochankiem udaje się do Maroka, mając nadzieję na lepsze życie. Tymczasem kochanek znika bez śladu, zostawiając kobietę w dramatycznej sytuacji, samą na obcej ziemi. Po licznych perypetiach Sira wraca do Madrytu i otwiera tam wytworne atelier mody damskiej. Europa stoi u progu II wojny światowej. Odtąd losy Siry splatają się z życiem postaci historycznych: byłego franksistowskiego ministra, jego ekscentrycznej kochanki, szefa brytyjskiego wywiadu. Za ich namową Sira podejmie się ryzykownej misji.
Świetna wartka narracja prowadzi nas do owianych legendą enkklaw kolonialnych w Afryce Północnej do promienieckiego Madrytu po zakończeniu wojny domowej i kosmopolitycznej Lizbony, pełnej szpiegów i uciekinierów i wielu wielu innych ciekawych zdarzeń, postaci, opisów...
Czytam kilka kartek dziennie bo boje się, że za szybko skończę a ponieważ wyjątkowo zżyłam się z bohaterami to odczuwam niepokój i smutek, że niebawem cały ten blichtr i euforia jakiej doświadczam czytając książke poprostu znikną :(
I mimo, że wiem, że jak zatęsknię to w każdej chwili będę mogła do Siry ( główna bohaterka ) wrócić i poprzeżywać to wszystko od nowa to jednak wiem, że nie będzie to juz to same podniecienie i ciekawość jaka mam w sobie teraz :)
Piękna kobieca książka. Życiowa i ku pokrzepieniu serc. Jak znalazł dla kobiet po przejsciach i poturbowanych inaczej chociaż miłośniczki historii Hiszpani też powinny być usatysfakcjonowane. Ja co prawda uważam, że jest to typowa literatura kobieca i amatorki większych wrażeń może ta opowieść nie przypaśc do gustu bo jest co tu dużo mówić momentami ckliwa. Ale baaaaaaardzo poruszająca i tym właśnie mnie ujęła :)
Po krótce:
Młoda utalentowana krawcowa Sira wyjeżdża z Madrytu w przededniu wojny domowej. Wraz z kochankiem udaje się do Maroka, mając nadzieję na lepsze życie. Tymczasem kochanek znika bez śladu, zostawiając kobietę w dramatycznej sytuacji, samą na obcej ziemi. Po licznych perypetiach Sira wraca do Madrytu i otwiera tam wytworne atelier mody damskiej. Europa stoi u progu II wojny światowej. Odtąd losy Siry splatają się z życiem postaci historycznych: byłego franksistowskiego ministra, jego ekscentrycznej kochanki, szefa brytyjskiego wywiadu. Za ich namową Sira podejmie się ryzykownej misji.
Świetna wartka narracja prowadzi nas do owianych legendą enkklaw kolonialnych w Afryce Północnej do promienieckiego Madrytu po zakończeniu wojny domowej i kosmopolitycznej Lizbony, pełnej szpiegów i uciekinierów i wielu wielu innych ciekawych zdarzeń, postaci, opisów...
Mela Verde
Piątkowy wieczór postanowiliśmy spędzić z naszymi zaprzyjaźnionymi sąsiadami.. Tym razem wybraliśmy się wspólnie do włoskiej restauracji Mela Verde która mieście się na ulicy Chmielnej w Warszawie.
Dla zainteresowanych kuchnią włoską wspomnę jedynie, że jest to jedna z najlepszych włoskich restauracji w Warszawie w jakiej miałam okazję jadać a jadałam w wielu :) Warto też pamiętać aby zrobić uprzednio rezerwację z uwagi na fakt, że jest to bardzo lubiana i ceniona restauracja i chcąc wejść i zjeść tak ot z ulicy możemy pocałować przysłowiową klamkę bo nie będzie wolnych stolików.
Nasze przystawki były przepyszne: zamówiliśmy bruschetty oraz carpaccio z wołowiny z parmezanem i rucolą. Dostaliśmy do tego świeżo wypieczone bułeczki bo Mela Verde ma swoją piekarnię więc pieczywo które podaję jest zawsze!!! kruchutkie i świezutkie.
Jako dania głowne otrzymaliśmy: mule w sosie pomidorowo czosnkowym, polędwicę krwistą oraz polędwicę w sosie z gorgonzoli. Każdy z nas zamówił też porcję ziemniaczków zapiekanych i zestaw sałatek.
Na deser ja pokusiłam się o tiramisu które musze przyznac troche mnie rozczarowało, P. szarlotkę z lodami a sąsiedzi Creme Brule :)
Cały wieczór raczylismy sie drinkami semi seco z martini :)
Po sytej uczcie postanowiliśmy przespacerować się Nowym Światem który jak na późną godzinę 00:30 pękał w szwach :) Wszędzie było tłoczno i gwarno ale to z pewnoscia z uwagi na ciepły weekend który był chyba ostatnim takim ciepłym weekendem września i nie chciałabym krakać ale coś mi się wydaję ze także ostatnim tego "jesienno-zimowego" lata :(
Do domu wrócilismy koło pierwszej syci i zmęczeni ale zmęczeni pozytywnie po miło spędzonym wieczorze.
Dla zainteresowanych kuchnią włoską wspomnę jedynie, że jest to jedna z najlepszych włoskich restauracji w Warszawie w jakiej miałam okazję jadać a jadałam w wielu :) Warto też pamiętać aby zrobić uprzednio rezerwację z uwagi na fakt, że jest to bardzo lubiana i ceniona restauracja i chcąc wejść i zjeść tak ot z ulicy możemy pocałować przysłowiową klamkę bo nie będzie wolnych stolików.
Nasze przystawki były przepyszne: zamówiliśmy bruschetty oraz carpaccio z wołowiny z parmezanem i rucolą. Dostaliśmy do tego świeżo wypieczone bułeczki bo Mela Verde ma swoją piekarnię więc pieczywo które podaję jest zawsze!!! kruchutkie i świezutkie.
Jako dania głowne otrzymaliśmy: mule w sosie pomidorowo czosnkowym, polędwicę krwistą oraz polędwicę w sosie z gorgonzoli. Każdy z nas zamówił też porcję ziemniaczków zapiekanych i zestaw sałatek.
Na deser ja pokusiłam się o tiramisu które musze przyznac troche mnie rozczarowało, P. szarlotkę z lodami a sąsiedzi Creme Brule :)
Cały wieczór raczylismy sie drinkami semi seco z martini :)
Po sytej uczcie postanowiliśmy przespacerować się Nowym Światem który jak na późną godzinę 00:30 pękał w szwach :) Wszędzie było tłoczno i gwarno ale to z pewnoscia z uwagi na ciepły weekend który był chyba ostatnim takim ciepłym weekendem września i nie chciałabym krakać ale coś mi się wydaję ze także ostatnim tego "jesienno-zimowego" lata :(
Do domu wrócilismy koło pierwszej syci i zmęczeni ale zmęczeni pozytywnie po miło spędzonym wieczorze.
Isaac Bashevis Singer-Certyfikat
Przeczytałam wszystkie z dostępnych na rynku, kryminały pióra Marka Krajewskiego i niestety z żalem stwierdzam, że każdy to majstersztyk i nie ma sobie równych. Zz niecierpliwością czekam na kolejne i ubolewam wielce, że czekać będę długo poniewaz nie zapowiada sie by Krajewski tworzył lub pracował nad nowym dziełem. A szkoda. Ah jaka szkoda :) Panie Krajewski jak mnie pan czytasz to bądź Pan łaskaw sie zastanowic nad nowym tworem jako że wszystkie obecne są wielce wybitne i mistrzowskie :)
Nie mniej jednak aby zając myśli próbuje aktualnie przebrnąc przez pierwsze rozdziały Certyfikatu autorstwa Singera ale ku mojej rozpaczy wszystko kojarzy mi sie z Popielskim i Mockiem ( główni bohaterowie kryminałów Krajewskiego ).
W kazdym wątku doszukuję sie podobieństw i czekam na typowy dla Krajewskiego rozwój zdarzeń lecz bez skutku :( o losie!!!
Certyfikat bowiem to opowiesc po częsci o dojrzewaniu czego w ksiązkach Krajewskiego i jego opowieściach o komisarzach zdecydowanie czytelnik nie znajdzie. Warto jednak zauważyc i zwrócic uwagę jak ważna w Certyfikacie jest genialna kreacja głównego bohatera, którym w tym przypadku jest młody czlowiekiem i którego to duszę szarpią jednocześnie bunt i rezygnacja, nieśmiałość i zainteresowanie kobietami. Wszystko to układa się w szczególny splot myśli i uczuć, a kwintesencją powieści jest pytanie o sens egzystencji czlowieka i świata. Krajewski z kolei nie skupiał się na Spinozie i jego filozofii jak to robi Singer lecz na pragmatycznych problemach życia codziennego dwóch jakże uroczych gentelmenów w średnim wieku którzy będąc komisarzami policji kryminalnej zmagali sie z zagadkami swiatka przestępczego.
Jest to bardzo różna opowiesc od kryminałów Krajewskiego-spokojna, bez wartkiej akcji i sybarytyzmu ale ma coś co lubie; rozgrywa się w scenerii lat 30tych ubiegłego stulecia.
Nie mniej jednak aby zając myśli próbuje aktualnie przebrnąc przez pierwsze rozdziały Certyfikatu autorstwa Singera ale ku mojej rozpaczy wszystko kojarzy mi sie z Popielskim i Mockiem ( główni bohaterowie kryminałów Krajewskiego ).
W kazdym wątku doszukuję sie podobieństw i czekam na typowy dla Krajewskiego rozwój zdarzeń lecz bez skutku :( o losie!!!
Certyfikat bowiem to opowiesc po częsci o dojrzewaniu czego w ksiązkach Krajewskiego i jego opowieściach o komisarzach zdecydowanie czytelnik nie znajdzie. Warto jednak zauważyc i zwrócic uwagę jak ważna w Certyfikacie jest genialna kreacja głównego bohatera, którym w tym przypadku jest młody czlowiekiem i którego to duszę szarpią jednocześnie bunt i rezygnacja, nieśmiałość i zainteresowanie kobietami. Wszystko to układa się w szczególny splot myśli i uczuć, a kwintesencją powieści jest pytanie o sens egzystencji czlowieka i świata. Krajewski z kolei nie skupiał się na Spinozie i jego filozofii jak to robi Singer lecz na pragmatycznych problemach życia codziennego dwóch jakże uroczych gentelmenów w średnim wieku którzy będąc komisarzami policji kryminalnej zmagali sie z zagadkami swiatka przestępczego.
Jest to bardzo różna opowiesc od kryminałów Krajewskiego-spokojna, bez wartkiej akcji i sybarytyzmu ale ma coś co lubie; rozgrywa się w scenerii lat 30tych ubiegłego stulecia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












