cud, miód i ultra "malina"

Dzięki Włodkowi, którego spotkaliśmy pod osiedlowym sklepem naszło mnie na truskawki. Ale jak! Zeszliśmy z P.  wszystkie okoliczne sklepy bo w naszym ulubionym już truskawek nie było- w ramach wieczornego spacerku ma się rozumieć  i nic. Nigdzie tych nieszczęsnych truskawek nie było :(

Ze smętną miną kupiłam w drodze powrotnej w Marcpolu 3 gruszki licząc ze zaspokoję swoją nie pohamowaną chęć zeżarcia jakiegoś owoca aż tu nagle w drugim sklepiku pod samym naszym domem, tym z którego korzystamy w ramach wyjątkowo nagłej potrzeby i raz na ruski rok,   wypatrzyłam koszyczek malin :)

Zatem ku mojej radości i szczęściu wrąbałam właśnie pół tego owego koszyczka i jest mi bardziej niż błogo.  Pierwsze malinki, którymi w tym roku się zajadałam. :) nie ma co-rychło w czas :) ale lepiej późno niż wcale. Były tak słodkie, że nawet nie trzeba było ich dosładzać.



bób,balkon i rzepak

Zaczynam od bobu który niestety przez gapiostwo rozgotowałam psia krew toteż teraz zamiast zajadać pyszny bobik al dente wcinam trochę klapciowaty :)

Nie mogłam się oprzec i w drodze do mamy zrobiłam fotkę rzepakowi który rosnie na sąsiadujących z mojej mamy domem polach.
Jest piekny a pachnie cudownie. Zatrzymalam sie na 10 minut i wąchałam, gapilam sie z rozdziawioną buzią a ludzie przejezdzający patrzyli sie na mnie co najmniej jakbym miala nie rowno pod sufitem :) Trudno. Widok i zapach warty byl tych 10 minut stania na poboczu i zachwytu :)



A w domu postanowilam nie przejmować sie w dalszym ciągu nie zrobionym balkonem ( wymowką pana kazia, wiesia czy jozefa w tym tygodniu bylo wesele i slub kogos z rodziny- jak nie pogrzeb i urodziny cioci to wesela kuzyna; życ nie umierać ) czekam az mojego slubnego szlag trafi z tym calym panem kaziem i wezmie zaprosi wreszcie ekipie fachowcow z prawdziwego zdarzenia :)

W kazdym razie moim kwiatkom nie przeszkadza brak płytek jak widać na obrazku poniżej:




W tle moich kwiatków widać efekty Piotrka domowej uprawy pomidorków :) bo tak, zgadza się, te duże skrzynki to są własnoręcznie wysiane przez Piotrka z kupionej w Obi torebeczki z nasionkami pomidorki!!! Czekamy na owoce we wrzesniu ale jest szansa, i to duża,  że będą  bo kwiaty już są :)

korpo życie

W zeszłym roku pisałam już, co prawda o kulturze korporacyjnej a w szczególności o zachowaniach w windzie, długabiu w nosie na swiatlach i tym podobnych, ale ponieważ od tygodnia moja firma zmieniła siedzibę i aktualnie mieści się w dużym biurowcu na Mokotowie to niestety od tygodnia właśnie dają mi się we znaki chamy i buce :( pracujące w tym korporacyjnym molochu w którym to pracuje ok 2000 osób. 

Ehhh!!! :( Jest to przykre zjawisko i nie mogę się pogodzić z tym, że co raz bardziej powszechne. Owszem, chamowatość i buractwo robi się co raz bardziej popularne :(  Dlaczego ludzie nie odpowiadają na dzień dobry i dlaczego żeby wyjść z pracy i zjechać z 10 piętra panie tratują mnie już na samym wejściu do windy i wkładają mi łokcie w żebra?  Szaleństwo! Istne szaleństwo, że żeby wyjść z pracy muszę czekać 2 a czasem 3 kolejki „windowe” żeby normalnie bez ścisku jak sardynki w puszcze zjechać na parter.
Pierwszego dnia pierwszy i ostatnio raz miałam „przyjemność” podróżować w takiej zatłoczonej windzie i nigdy więcej. Doszłam do wniosku ze wole wyjść 15 minut później i przyjść 15 wcześniej niż wszyscy, aby tylko zaoszczędzić sobie tej wątpliwej przyjemności. Pomijając nie odpowiadanie na dzień dobry prawie zawsze ktoś w windzie trajkocze przez telefon i prawie zawsze traci zasięg i prawie zawsze krzyczy przez słuchawkę ze ten zasięg tracie i ze odzwoni. Nosz w morde jeża :) nóż się w kieszenie otwiera :)

Ludzie! Na miłość boska ludzie opamiętajcie się! Dlaczego stajemy się społeczeństwem chamów i bufonów :( nosz ludzie!!! 

Niestety mam wrażenie ze moje lamenty i pojękiwanie nad utraconymi wartościami dobrego wychowania nic nie wskórają w poprawie sytuacji dobrych manier toteż gromkie Adieu Korpo life-ja wysiadam :) i z dniem 30 czerwca oficjalnie powiększę moją skromną osobą listę osób bezrobotnych w tym kraju i wcale z tego powodu płakać nie będę. 

Żegnajcie popychacze windowi, żegnajcie kuchenni skrytożercy, którzy wychodzą na widok kolegów z innego departamentu, żegnajcie nieodpowiadające na dzień dobry w toalecie damy dworu, żegnajcie stanowiska pracy w open spacie i korytarze więzienne, żegnajcie korpo integracje vel najebki do samego rana i tańczący strip tease na stołach dyrektorzy:  bye bye bye bye!!!

ps. 
i nie! nie boję się tego otwarcie powiedzieć ze korporacyjne zwyczaje mi nie leżą :)


II rocznica ślubu


Nie da się ukryć ze czas po prostu pędzi jak oszalały. Nie wiem, jakim cudem dzisiaj świętujemy drugą rocznicę ślubu :)  po prostu nie wiem i pojąć nie mogę jak tak po prostu się stało ze to już dwa lata. 

dla tych nie wtajemniczonych to na zdjęciu powyżej jestem ja i mój ślubny bo owszem, znamy się od dziecka czyli będzie z jakieś 27 lat :) 


Ktoś mi ostatnio powiedział ze pierwsze dwa lata małżeństwa są najtrudniejsze. Czy miał racje nie wiem, ale nawet, jeśli to my te najtrudniejsze dwa lata mamy to już za sobą :)  i na dowód tego ze mamy się świetnie i kochamy się bardzo wybraliśmy się do naszej ulubionej greckiej knajpki Zorba a towarzyszyli nam nasi przemili sąsiedzi Włodek i Ania :)
 

Wydudliliśmy dwie butelki Retsiny, zjedliśmy grillowane mięsko, serek haloumi, papryczki nadziewane i sałatkę grecką i śmialiśmy się do rozpuku. W niedzielę robimy powtórkę z rozrywki, ale w wersji domowej, bo Włodek zaoferował się uraczyć nas krewetkami we własnym wykonaniu toteż niedzielne popołudnie mamy zamiar spędzić też w stylu śródziemnomorskim: wino, owoce morza i sjesta :)


 
W piątek są moje imieniny tak się składa, ale w tym roku nie mam siły robić grilla jak to miałam zwyczaj robić w latach zeszłych i grilla zrobimy z okazji Piotrka imienin, które są pod koniec tego miesiąca. Zeszły weekend był intensywny z uwagi na wyjazd nad morze, poprzedni także bo zabalowałyśmy z Majeczką, Żancią i Justyną, więc ten najbliższy postanowiliśmy odsapnąć od spędów towarzyskich. Ja zapewne będę raczyć się czereśniami na tarasie w Magdalence a Piotrek dłubał przy stereo w Subaraczku. Jako imieninowy prezent zażyczyłam sobie pantofelki, gdy tylko je zobaczyłam na wystawie nie było siły i mocy na ziemi, która mogłaby mi przeszkodzić w ich nabyciu było to zauroczenie od pierwszego wejrzenia toteż teraz dumnie stoją w szafie i czekają na specjalną, czyli na dzień jutrzejszy :) 






zaległości


Zaległości zaległości zaległości  :) tak mogę w trzech słowach określić stan ducha i ciała mojego na dzień dzisiejszy i ostatni okres. 
Wszystko jakoś tak szybko się dzieje ze nie zdążę nawet tchu zaczerpnąć a tu już nowe wyzwanie, zadanie, przygoda :) 
 
I od dłuższego czasu wiecznie na przegranej pozycji bo; kwiatki trochę ususzyłam, bo w końcu dwa dni nie podlewałam, ponieważ byliśmy nad morzem, pranie mam tez na dwa razy do zrobienia, bo na raz suszarka nie pomieści, mieszkanie ogarnęłam, ale raczej z grubsza, bo już bardziej dokładnie czasu za brakło a rabarbar, który Piotruś kupił 3 dni temu w dalszym ciągu leży na stole w kuchni, bo nie było mi, kiedy go na kompot przerobić :)
 
Co ze mnie za pani domu? yyyy :) zajebista pani domu, bo wreszcie postanowiłam się wyluzować i nie stresować ze zmywarka jest nierozładowana i ze w stole stoi szklanka po kawie i miseczka po truskawkach z jogurtem. A niech stoi :) przecież nie ucieknie. A ja w tym czasie mogę oddać się błogiemu lenistwu, bo w końcu, kiedy jak nie teraz. A błogie lenistwo umila mi biografia Królowej Elżbiety II, którą poczytuję i uśmiech z pyszczka mi nie schodzi. 

Rejs był wyborny!!! Pogoda jak drut, bez deszczu, z wiatrem i słońcem oraz temperatura akurat na żagle. Nie za gorąco ani tez za zimno. Towarzystwo doborowe · Wypłynęliśmy w sobotę rano z Górek zachodnich na Hel. Na Helu rybka i piwko, potem śpiewanie przy gitarach Ewy i Dreptaka na łódce i w niedziele powrót do Górek. Nowy samochodzik tez bez zarzutu się spisał. Wygodny, duzy, szybki :) w końcu Subaru.