Rumi

Dzalal a Din Rumi
Lliteracki nobel który być może trafi w ręce nie europejczyka sprawił, że przypomniał mi się Rumi. Rumi był trzynastowiecznym mistykiem i teologiem pochodzącym z Iranu. Jest najwybitniejszym i najbardziej ukochanym przez Persów sunnickim poetą. Głównie pisał o miłości. W dużej mierze miłości ale do Boga:

"Miłość jest astrolabium boskich sekretów. Taką, czy inną drogą miłość prowadzi wszystkich do wieczności. Słowa pomagają nam zrozumieć, ale niewysłowiona miłość jest najlepszym oświeceniem. Intelekt próbujący wyjaśnić miłość staje się niczym osioł, który ugrzązł w błocie. Miłość zrozumieć można tylko miłością... Dowodem na słońce jest samo słońce. Jeśli wymagasz dowodu, wystarczy, że się od słońca odwrócisz."

Ja z Rumim zetknęłam się na studiach ( UW Kulturoznawstwo ) przy okazji omawiania jego twórczości na jednym z przedmiotow w pierwszych latach studenckim czyli daaaaaaawno :)   Z początku nie przypadł mi do gustu podobnie chyba jak i większości z nas studentów ale z czasem i głownie za sprawą przeczytanego tomu z trzydziestoma trzema lirykami jego poezji pt. „W mgnieniu słów” udalo mi się nawet dostrzec ciekawe strony jego twórczości. Jest zdecydowanie inny od naszych z tego okresu. Tomik  dedykowany jest zasadniczo miłośnikom i studentom języka perskiego chociaż jak widać na moim przykładzie był on poruszany na zajęciach Studium Stosunków Międzykulturowych.

Ale żywię nadzieję, że zalety języka jakie w jego twórczości w tym tomiki poezji można odnaleść, bogactwo symboli oraz głębia znaczeń zwrócą uwagę każdego wrażliwego estetycznie i metafizycznie czytelnika i kto sięgnie po jego twórczość żałować nie będzie.


czasu brak

Nie mam ostatnio zupełnie czasu na pisanie. Wracam do domu i jestem tak wypruta, że siadam jedynie do książki czytam kilka stron bo nawet nie cały rozdział i tyle. W miedzy czasie jeszcze obiad, sprzątanie, pranie, mycie. Jak na przysłowiową kurę domową przystało. Ale postanowiłam przeciwdziałać nudzie i monotonii życia codziennego i tym samym parę dni temu wybrałam się na saunę i basen. W tym tygodniu już chyba nie dam rady ale w przyszłym mam zamiar wybrać się do kina.
Dzisiaj szczególnych zajęć ponadprogramowych jak basem i sauna nie planuję. Mam za to zamiar upiec schab-taki jak mama zawsze piecze-w majeranku i ziołach w piekarniku. Do tego zrobię ziemniaczki pieczone z kminkiem i naturalnie podam jakąś zieleninkę np. pomidorki z cebulką albo szopską.

Jutro znowu piątek. Czas leci nie ubłaganie. Aż nie chce mi się wierzyć, że dopiero co odliczałąm dni do kolejnego weekendu a on tuż tuż. Z jednej strony się cieszę bo co raz bliżej Święta z drugiej jednak zimny pot mnie oblewa bo zdaję sobie wtedy co raz bardziej sprawę jak ulotne jest życie i chwile.



Dlatego co by nie biadolić nad ulotnością chwil postanowiłam wczoraj zgodnie z zapowiedziami rozesłać informację o naszej imprezie Halloweenowej 30ego października. Kilka osób niestety się nam wykruszyło-jedni z powodów bardziej błahych inni z bardziej zasadniczych jak np. poród :) Mam mimo to nadzieję, że większa część jednak znajdzie czas i chęci aby się spotkać bo bardzo mi na tym zależy.

W niedzielę idę z Mamą do Kryśki Jandy. Cieszę się bo teatr  uwielbiam.

Dzisiaj czekam z niecierpliwością na informację odnośnie literackiej nagrody Nobla. Szczególnie ciekawa jestem czy będzie to ktoś z poza Europy. Laureata poznamy o godz. 13;00 wiec niebawem. Na czele nieformalnej listy znajduje się szwedzki poeta Tomas Transtroemer, a na następnych  miejscach są: Polak Adam Zagajewski, Koreańczyk Ko Un i Syryjczyk Adonis.  Spekuluje się tez wokół nazwiska Japończyka Murakami którego książki osobiście bardzo lubię.  Jest tez swoiste prawdopodobieństwo ze Nobel trafi do jednego z amerykańskich autorów: Philipa Rotha, Thomasa Pynchona lub Dona DeLillo.



Hallowen Party 30.10.2010!!!

Postanowione. Mili moi ukochani razem z moim ślubnym zapraszamy na Hallowen party w ostatnią sobotę października.

Jak na Halloweenowe party z prawdziwego zdarzenia przystało obowiązywać będą wszystkie opcje przebrań i kostiumów. Od tych frywolnych przez te bardziej wyszukane i gwiazdorskie.

Dodatkowo wymyśliłam sobie tą szczególną imprezę zrobić w typowym stylu studenckim czyli dań głównych nie będzie. Nie mniej jednak nie zostawie moich gościch samych sobie i o burczących brzuchach toteż z menu będzie mniej więcej jak poniżej:
-paluszki, orzeszki, chipsy oraz kanapeczki kolorowo przystojone, ciasto własnej roboty
-wódeczka z zakąskami
-tekla z cytrynką i solą
-pifko i winko dla tych o bardziej wybrednych kubkach smaowych
-Martini Bianco dla Madzi :)


Czekam zatem na maile z potwierdzeniem, że będziecie :)
Ja swój kostium na tę okoliczność mam!!! :)

Salman Rushdie-Szatańskie wersety


Mili czytelnicy mojego bloga.  Ponieważ na blogu polecam jak i też czasami odradzam co warto poczytać w wolnych chwilach, a  za sprawą wczorajszego wyjścia do Indyjskiej restauracji od razu na myśl przyszedł mi Salman Rushdie, to właśnie o nim chciałabym słów kilka napisać bo jest to wybitny, urodzony w Bombaju eseista.

Miłośnikom  orientu oraz religii Islamu chciałabym  polecić jego dzieło zatytułowane „Szatańskie wersety” bo uważam, że z licznego zbioru powieści Salmana Rushdiego właśnie od tego utworu  powinno się zacząć przygodę z esejami tego pisarza.

Słowo o powieści: Jest to powieść która napisał 1988r za co z resztą przez ajatollah Chomeini ogłosił oficjalnie w mediach fatwę ( opinia wysokiego uczonego niekiedy mylona np. z klątwą, raczej używana w rozumieniu pojęcia wyrok ) w której to wyraźnie zaopiniował dla Rushdiego za jego  „postępek” karę śmierci. Dlatego właśnie mimo wielu innych które napisał to ten utwór zasługuje moim zdaniem na przeczytanie w pierwszej kolejności.

Czemu warto przeczytać „Szatańskie wersety”? W skrócie na to pytanie odpowiem, że żeby się przekonać po prostu trzeba po tą książkę sięgnąć i to zrobić. Nic prostszego :)

Ale dodam, że jest tak za sprawą rzekomych bluźnierczych dla Muzułmanów treści których podobno na kartach powieści doszukać się można. Jest to bowiem powieść która wzbudziła ogromne  kontrowersje zaraz po ukazaniu i to nie tylko w świecie Islamu.

Zachęcam zatem gorąco do przeczytania tego dzieła. Porusza ono bowiem wiele wątków, otwiera świat w którym przeplatają się rzeczy nadprzyrodzone z tymi rzeczywistymi. Utwór w kapitalny sposób ukazuje nam aluzje do życia Proroka Islamu-Mahometa. Rushdie tego  proroka przedstawia takiego, jakiego nikt wcześniej nie ośmielił się przedstawić:  czyli wyrachowanego, ustanawiającego swoje pasujące mu do sytuacji prawa i regulacje, kobieciarza. Bez dwóch zdań głównie za sprawą powyższych książka z marszu została uznana za „wyklętą” przez wielu muzułmańskich imamów. Dla mnie był to wystarczający powód żeby ją przeczytać.

To za sprawą tych właśnie opisów o życiu Proroka-życiu intymnym oraz tym innym od tego jakie czytamy w  Koranie, ta książka jest wyjątkowa. Są to z pewnością trudne do zaakceptowania przez cały świat islamski opinie Rushdiego, mogą też wydawać się być obraźliwe. Jest to jednak lektura która nie pozostawia nas obojętnymi a więcej pisać nie będę aby nie zniechęcić czytelników do sięgnięcia po ten utwór.
Na pewno książka zaciekawi szerokie grono tych którzy takie poruszające wątki polityczne, etyczne i religijne lubią. 

Jest błyskotliwa, zabawna, i mimo szczerych chęci nie jestem w stanie w kilku słowach streścić lub bardziej ją zarekomendować bo tego zrobić się po prostu nie da, trzeba przeczytać :) chociażby aby w towarzystwie jak ktoś poruszy ten temat wiedzieć o czym mowa i czemu tyle szumu wokół niego było.

Wreszcie piątek

Na wstępie kilka słów o wczorajszym wieczorze. Jestem trochę rozczarowana  kuchnią  restauracji w której byliśmy. Niby smacznie ale wszystko mocno do siebie w smaku podobne. I wszędzie to nie szczęsne curry które ja osobiście lubię raczej mniej niż bardziej :) wystrój oraz obsługa bez zarzutu chociaż jakbym miała być czepialska to może panie kelnerki powinny być bardziej zorientowane w tym co proponują bo nie wiele były nam w stanie doradzić i podpowiedzieć ( mam tu na myśli wiedze ciut bardziej obszerną niż ta w menu które studiowaliśmy sami )  Na wyróżnienie zasługują jednak, ponieważ bardzo szybko przynosiły drinki jak i jedzenie które zamówiliśmy a warto tutaj przy okazji zaznaczyć, że lista pozycji dań menu zamyka się liczbą 402 :) Tyle w temacie restauracji.



Wieczór spędziliśmy na wspominkach, pośmialiśmy się i podjedliśmy. Ponieważ  P. w trakcie wieczoru stwierdził że ma ochotę podrinkować to w drodze powrotnej wracaliśmy z tzw. Night Driverem ( czyli dla nie wtajemniczonych osobą która przyjeżdża po nas do wskazanego miejsca i odwozi nas do miejsca docelowego naszym samochodem-w tym wypadku miejscem docelowym był dom :) )

Jednak pan Night Driver nie przyjechał jak to z reguły bywa z kolegą samochodem ( bo tak zasadniczo ta usługa wygląda, że dwóch panów przyjeżdża swoim samochodem przy czym jeden z nich wsiada z znami za kółko naszej fury  i odwozi gdzie chcemy a drugi jedzie za nami aby po całym kursie pana który kieruje naszym wozem zabrać )

Wczoraj jednak pan Night Driver przyjechał na skuterku. Ale był to skuterek nie zwykły bo składany :)
Oczom nie chciałam wierzyć jak ten swój skuterek w ciągu niespełna minuty złożył, zapakował w folię i włożył do bagażnika :) Subaru.


Zapakowaliśmy się zatem w piątkę bez większego ścisku ( bo odwoziliśmy Maję i K. ) i udaliśmy w kierunku domu. Odstawiliśmy Państwa BB i pojechaliśmy do siebie.
Tak właśnie w większym skrócie wyglądał nasz wczorajszy wieczór. Miło, smacznie ( ogólnie rzecz biorąc bo nie chcę aby mnie ktoś posądzał o wybitne grymaszenie :) ) wesoło.

Na dzisiejsze popołudnie planów jeszcze nie mam ale na jutrzejszy wieczór już owszem. Wybieram się z kolegą z którym od dłuższego czasu się nie widzieliśmy na drinka do pubu na pogaduchy.

Cieszę się, że już piątek. Mój ulubiony dzień tygodnia. Wreszcie będę mogła się wyspać za cały tydzień jak i zjeść sobotnie śniadanie z mężulkiem. Składa się też akurat, że dziś jest także

1 października czyli początek nowego miesiąca co w moim przypadku oznacza początek
kolejnego „nowego” cyklu żywieniowego. Moja „dieta” to plan jaki stworzyłam na potrzebę osiągnięcia wymarzonej wagi i wymiarów na przełomie 4 miesięcy. Pierwszy miesiąc mam już za sobą. We wrześniu starałam się jeść określone produkty i w szczególności unikać słodyczy i tłuszczy. Codziennie też ćwiczyłam wieczorem. W październiku chciałabym zwiększyć ilość wykonywanych ćwiczeń dwukrotnie jak również całkowicie zaprzestać jedzenia słodyczy. Fazę przygotowawczą mam już za sobą więc liczę, że będzie mi teraz łatwiej zastosować trochę większy rygor odnośnie nawyków żywieniowych z którymi walczę i które chciałabym zmienić. Taki system jest dla mojej osoby bardzo trafiony. Nie robie bowiem mojemu organizmowi rewolucji i tym samym w dużej mierze unikam prawdopodobieństwa wystąpienia efektu jojo.

Jestem już wsytarczająco przyzwyczajona po miesięcznych wyrzeczeniach do zdecydowanie mniejszej dawki słodyczy i tłustych dań. Widzę efekty więc to one głównie są moim wynagrodzeniem za trudy z tym związane. W listopadzie chciałabym ćwiczenia potroić. Żywieniowo myślę, że wyeliminuję już z diety te rzeczy które głównie powodowały mój drobny przyrost wagi. Za sprawą ćwiczeń powinnam też zacząć widzieć efekty tam gdzie najbardziej je chciałabym zobaczyć czyli na brzuchu :)
Trzymajcie kciuki :)